
Grafika: Laliga.com
Wtorkowy mecz Ligi Mistrzów za nami. Licząc od ostatniego gwizdka kończącego potyczkę z Borussią miną 94 godziny i kilka minut, zanim Sánchez Martínez rozpocznie kolejną rywalizację ligową w tym sezonie. A zatem to dokładnie tyle czasu sztab trenerski z Carlo Ancelottim na czele oraz zawodnicy Realu Madryt mają na to, by przygotować się do dla wielu uznawanego za mecz sezonu.
Cóż tu dużo mówić. Wielkimi krokami zbliża się to, na co niemal wszyscy piłkarscy fani - nie tylko Realu Madryt i Barcelony - czekają. W tę sobotę rozegrany zostanie pierwszy w tym sezonie Klasyk. Ile ich będzie, tego nie wiadomo, wszakże możemy trafić na siebie jeszcze zarówno w Pucharze Króla, jak i w Lidze Mistrzów, natomiast pewni możemy być jedynie tego, że, poza tym w najbliższy weekend odbędzie się również Klasyk rewanżowy w rundzie wiosennej.
Teraz gramy jednak o to, aby - po pierwsze - dogonić Barcelonę. Po drugie, przydałoby się zasiać wątpliwości w szeregach rozpędzonej Blaugrany, która rozpoczęła sezon nadspodziewanie dobrze. Jak do tej pory katalońska drużyna wywalczyła aż 27 z 30 możliwych punktów, przegrywając tylko jedno starcie, z Osasuną i to w mocno okrojonym, eksperymentalnym składzie. Wówczas pomysł Flicka na rotacje się nie sprawdził, a podopieczni Vicentego Moreno skrzętnie to wykorzystali. Niestety dla nas - to jedyne póki co potknięcie ligowe Barcelony w tym sezonie. Gdy Barcelona grała w optymalnym zestawieniu, to wygrywała i to często pewnie, wysoko, miażdżąc rywala, jak np. Real Valladolid (7-0), wciąż jeszcze aktualnego wicemistrza kraju, Gironę (4-1), czy ostatnio Sevillę (5-1).
Po ponad ćwiartce sezonu już nie ma się co oszukiwać, że to tylko przypadek, albo że akurat rywalom trafił się słabszy dzień. Postęp Barcelony pod wodzą niemieckiego trenera jest ewidentny, przynajmniej w odniesieniu do drugiego roku pod batutą Xaviego, a najprawdopodobniej i w całym okresie rządów wychowanka Barcelony i byłego trenera Al-Sadd. Odrodził się Robert Lewandowski, który znów strzela gole jak z armaty, drużyna, zwłaszcza w ofensywie, funkcjonuje nieźle i jedynym, do czego można byłoby się trochę doczepić, to gra na tyłach. Rzeczywiście, w obronie są tam jeszcze rzeczy do poprawy. A z drugiej strony, skoro strzela się cztery czy pięć goli na mecz, to czy należy tak dogłębnie analizować sytuację, w której traci się jedną? Nie wiadomo, czy gole te byłyby stracone przy bardziej stykowym wyniku. Gdy Barcelona ogrywała Getafe 1-0 i w przodzie szło im gorzej, to czyste konto jednak udało się zachować...
No ale Real Madryt nie powinien zastanawiać się nad rywalem, bo dysponuje takim potencjałem kadrowym, że - przynajmniej teoretycznie - szyki obronne Barcelony nie powinny spędzać mu snu z powiek. Za 6 dni Vinicius Júnior odbierze Złotą Piłkę, długo wydawało się, że jego poważnym rywalem w walce o to trofeum będzie Jude Bellingham, czyli kolejny nasz zawodnik. No i latem ekipę wzmocnił Kylian Mbappé, który był życzeniem wielu kibiców Realu od 7 lat. Wprawdzie wejście Francuza do drużyny nie jest tak imponujące, jak mogłoby się niektórym marzyć, ale zawodu na poziomie Edena Hazarda też nie ma, a były piłkarz Monaco i PSG miewa przebłyski geniuszu, jak na przykład ostatnio w Vigo przy zdobyciu bramki na 1-0 dla naszych.
Oczywiście mamy świadomość plagi kontuzji w naszej obronie. Na to, niestety, wpływu nie mamy i trzeba grać tym, co się posiada. Z drugiej strony Barcelonie też wypadł Ter Stegen, jak by nie było - dość ważna postać w zespole od wielu lat. Czyżby kluczem do tego meczu okazała się więc gra ofensywna?
Bardzo możliwe. W mediach pojawiają się informacje, jakoby Ancelotti wraz ze swoim sztabem dostrzegli już, że gra drużyny nie jest optymalna i że przydałoby się jednak coś pozmieniać. Już coś przebąkuje się o ponownym wprowadzeniu Jude'a Bellinghama na pozycję, na której grał przed rokiem i na której spisywał się lepiej. Mówi się także o innych zmianach w formacji. Cóż, pamiętamy przebieg ostatniego ligowego Klasyku. Włoch zrobił bardzo wiele, by tego meczu nie wygrać, popełnił wiele błędów taktycznych, ale jednak jakimś cudem się mu to nie udało i na przekór wszystkiemu wygraliśmy. Z obecną Barceloną tak łatwo nie będzie. Po pierwsze - wówczas każdy miał już świadomość, że Real mistrzostwo wygra, a teraz Barcelona pała rządzą odebrania tronu madryckiemu klubowi. Po drugie - wiele rzeczy tam nie działało, a u Flicka jak na razie działa prawie wszystko. U nas - niekoniecznie. I to może martwić.
Wspomniano, że Barcelona potknęła się tylko raz na dziesięć kolejek. My natomiast potknęliśmy się trzykrotnie, ale spotkania żadnego nie przegraliśmy. A to daje, jak łatwo policzyć, trzypunktową stratę do Blaugrany. Byłoby kiepsko, nawet bardzo, gdybyśmy już w październiku mieli 6 oczek straty do Barcelony i z takim bagażem do nadrobienia weszli w listopad. Nie wiem, czy nie należy uznać, że przy obecnej formie obu drużyn remis nie byłby dla nas złym wynikiem, choć wiadomo - mocno kłóci się to z ambicją, jaką cechuje się Real Madryt. I zapewne walczyć będziemy o wygraną. Może (a nawet na pewno) słusznie. W poprzednich latach skutecznie wyleczyliśmy się chyba z kompleksu Barcelony, a czasy, gdy Klasyk był dla nas równoznaczny z laniem są już czasami słusznie minionymi. Oby tak było jak najdłużej!
Na arbitra głównego tej rywalizacji wyznaczony został José María Sánchez Martínez, któremu za liniami bocznymi poasystują Raúl Cabañero Martínez i Juan José López Mir, z kolei zadania czwartego sędziego wykona Jorge Díaz Escudero.
Sędzią VAR będzie Alejandro Muñiz Ruiz, a jego pomocnikiem Pablo González Fuertes.
Transmisja w CANAL+ 4K Ultra HD, CANAL+ Sport i w Eleven Sports 1.
Real Madryt - FC Barcelona: 11. kolejka LaLiga 2024/2025, sobota, 26 października 2024, godzina 21:00, Santiago Bernabéu.
Sędzia: José María Sánchez Martínez