
Grafika: Laliga.com
Powoli dobiega końca nadzwyczaj długa przerwa reprezentacyjna. Zwykle mieliśmy je we wrześniu, październiku i listopadzie, a w tym roku dwie pierwsze połączono w jedną. Za nami zatem niemal 3-tygodniowy rozbrat z piłką klubową, ale już wystarczy. Na 4 tygodnie spokój ze zgrupowaniami kadr.
Czy wracamy do klubowych rywalizacji w dobrych humorach? Raczej nie za bardzo. Po tym, jak latem nastawialiśmy się na zmiany związane z powrotem José Mourinho, poczuliśmy entuzjazm, ale wystarczyło zaledwie 7 kolejek ligowych, by znów wróciło stare. Charakter Portugalczyka zmienił się. Wydaje się, że Mourinho nie ma już tego dawnego zacięcia i twardości, na co - szczerze powiedziawszy - trochę ostrzyliśmy sobie zęby. Tymczasem rygor Mou w jego drugim etapie, przynajmniej na razie, jest znacznie mniejszy, po merytokracji, którą dawniej cechowały jego ekipy ani śladu - w zespole wciąż widać święte krowy, no i - co najgorsze - nie zgadzają się wyniki. Rozpędzona Barcelona zmiata z powierzchni ziemi co raz to kolejnych przeciwników strzelając do ich bramek jak do kaczek, a nasi zwykle muszą sporo potu z siebie wylać, aby wygrywać swoje spotkania nawet z ligowymi ogórami. I nie zawsze się wygrywać udaje. Mamy ze sobą już dwa potknięcia, i to niestety w postaci porażek. Skutek? Już na starcie jesieni -6 do Blaugrany.
Chyba nawet najbardziej życzeniowo myślący madridistas muszą się sporo napocić, by przekonać samych siebie do tego, że widać gdzieś nadzieję na to, że nasz odwieczny rywal nagle złapie zadyszkę. Przesłanek ku temu po prostu NIE widać, lada moment Klasyk i szczerze powiedziawszy na ten moment chyba bardziej prawdopodobnym rezultatem wydaje się powtórka z listopada 2010 roku, pierwszego Klasyku za Mou w jego pierwszym etapie, aniżeli nasze zwycięstwo. Ten mecz już za 3 tygodnie.
Teraz natomiast potyczka z Villarrealem. W takich meczach też trzeba zbierać punkty. Z matematycznego punktu widzenia wciąż jeszcze nasz los zależy od nas samych, choć wisi już to na włosku. Wystarczy wygrać oba Klasyki, a poza tym nie gubić więcej punktów niż Barcelona i mistrzostwo nasze - rzekną odklejeni od rzeczywistości optymiści. Faktycznie, matematycznie jeszcze tak jest, ale w przypadku kolejnych potknięć, a właściwie już jednego, i to przestanie być aktualne.
W Villarrealu zaszły przed sezonem duże zmiany. Drużynę przejął latem Iñigo Pérez, który zaprowadził Rayo Vallecano do finału Ligi Konferencji Europy, ostatecznie przegranego. Niemniej w Madrycie uwidoczniły się jego zdolności trenerskie, więc Żółta Łódź Podwodna postawiła na niego ceniąc Iñigo za wysokie kompetencje taktyczne, co było największym atutem poprzedniego szkoleniowca ekipy i nie bacząc na mniejsze od tegoż doświadczenie. Początek jest jednak mało przekonywający. W pierwszych grach drużyna popełniała katastrofalne błędy w defensywie, niektóre wręcz trampkarskie, i przez pierwszych pięć kolejek nie potrafiła wygrać ani jednego ligowego meczu. Druga połowa września przyniosła w końcu wyczekiwaną odmianę i w dwóch meczach udało się zdobyć komplet punktów - najpierw wygrywając u beniaminka w Máladze, potem u siebie z Levante. A zatem gdy już stołek Iñigo Péreza zaczął mocno trzeszczeć, to udało się póki co odgonić złe duchy i przetrwać. Na jak długo? Zobaczymy.
Po powrocie ze zgrupowań kadrowych z punktu widzenia Villarrealu zadanie jest bardzo trudne, bo na pierwszy ogień Real Madryt. Daleko naszej ekipie do lat jej świetności i z pewnością nie można położyć na szali ręki (ani nawet kawałka palca) za tę drużynę, ale jednak wciąż to ekipa Mourinho będzie faworytem - i to mocnym - tej sobotniej batalii. Iñigo Péreza nikt raczej nie zwolni, jeśli przegra z Realem, ale nasza sytuacja zrobiłaby się już nie tyle nieciekawa, co po prostu fatalna przy jakimkolwiek potknięciu, nawet w postaci remisu. No cóż, nawarzyła sobie nasza drużyna piwa przegrywając dwa spotkania w pierwszych siedmiu kolejkach, to teraz czas je zacząć pić. Coraz mniej mamy już wyrozumiałości i cierpliwości, by litować się nad milionerami, którzy koszą grube pieniądze, a już trzeci rok nie spełniają oczekiwań. Zwyczajnie tak jakoś nie współczujemy. Presja rośnie na ich własne życzenie.
Zespół sędziowski wyznaczony do arbitrażu tego meczu poznamy w piątek.
Transmisja w CANAL+ Sport 6.
Real Madryt - Villarreal CF: 8. kolejka LaLiga 2026/2027, sobota, 10 października 2026, godzina 21:00, Bernabéu.
Sędzia: [x]