Football Manager

Awatar użytkownika
lukecik
Posty: 442
Rejestracja: ndz maja 30, 2021 9:46 pm

Re: Football Manager

Post autor: lukecik »

Ale rozpierdol zrobiłem. :psyduck:
Załączniki
Przechwytywanie.JPG
Przechwytywanie.JPG (109.34 KiB) Przejrzano 5546 razy
No soy solo perfecto - soy Madridista tambien.

"W stepie szerokim, którego okiem nawet sokolim nie zmierzysz... Wstań, unieś głowę, wsłuchaj się w słowa pieśni o Małym Rycerzu."
Awatar użytkownika
kryspiano
Posty: 377
Rejestracja: ndz maja 30, 2021 4:28 pm

Re: Football Manager

Post autor: kryspiano »

Nie nudzi Ci się taka dominacja? Pytanie z ciekawości, bo jedyne co by mnie mogło interesować to europejskie puchary, a ligę grałbym na przycisku.
"Piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak w finale wygrywa REAL"
Awatar użytkownika
lukecik
Posty: 442
Rejestracja: ndz maja 30, 2021 9:46 pm

Re: Football Manager

Post autor: lukecik »

To mój dopiero trzeci sezon tam, w poprzednich dwóch miałem po jednej porażce i chciałem tam siedzieć tak długo, aż w końcu uda się bez porażki sezon zagrać.
No soy solo perfecto - soy Madridista tambien.

"W stepie szerokim, którego okiem nawet sokolim nie zmierzysz... Wstań, unieś głowę, wsłuchaj się w słowa pieśni o Małym Rycerzu."
arturzyx
Posty: 266
Rejestracja: pt maja 27, 2022 5:04 pm

Re: Football Manager

Post autor: arturzyx »

Też grałem i jakoś gra Realem mnie nie nudziła mimo sukcesów. Chciałem mieć stadion mojego imienia, ale zawsze były jakieś dziwne problemy z rozbudową i budową nowego, a kasy i kibiców było bardzo dużo. Mega mnie to wkurzało. Nie wiem, czy to w 21 czy 22 było. Udawało się zrobić co roku galaktyczny transfer i odłożyć 100 baniek, a potem kasa przy miliardzie budżetu transferowego znikała na cięższe czasy xddd. Dla mnie podstawą sukcesu jest zajebisty sztab pierwszego zespołu, juniorów i rezerw. To robi robotę. Trochę jednak wkurza mnie to, że tak łatwo zmienia się humor piłkarzy i gościu może nie grać pół roku, a potem gra miesiąc i chce podopisywać nowy kontrakt.
Kupię następnego, bo mbappe nie sprowadzę do Realu i będzie ciężej i może ciekawiej. Najlepiej niech idzie do bracelony to już nic nie wygra😂
Kto zgadnie, ile dzik Haland w wieku 34 bramek włożył w 13 meczach lm?
Awatar użytkownika
Skurwibak
Posty: 127
Rejestracja: ndz maja 30, 2021 12:33 pm

Re: Football Manager

Post autor: Skurwibak »

Dziś beta wychodzi :mniam:



Jedyna gra na którą nie jest mi szkoda kasy bo wiem, że spędzę tam sporo godzin :cheers:
Awatar użytkownika
Crawler
Posty: 25
Rejestracja: ndz maja 29, 2022 7:20 pm

Re: Football Manager

Post autor: Crawler »

Przez @damikor wróciłem do FMa po około siedmiu latach.

-------------------------------------------------------------------

Strategie na Zieleni Płaszczyzny.

Odcinek 1: Menedżerskie Mojżesze.


Obrazek

-------------------------------------------------------------------

Kiedy 10 lipca 2022 roku, zaledwie parę tygodni po zatrudnieniu, zaniemógł Rafael Benítez Maudes, prezydent klubu złapał się za głowę. Rozstać się z dopiero co zatrudnionym człowiekiem to problem, kontrole, podatki, utrzymanie. A w dodatku trzeba powtórzyć poszukiwania powiernika drużyny. Prezydent Carlos Mouriño wydał z siebie długie westchnięcie. Czegoż ten Rafa się najadł tym razem? To na pewno tylko wzdęcia, przerabiali to już parę razy, nawet w trakcie kolacji, po której doszło do podpisania kontraktu. Ale co jeśli okaże się, że sytuacja jest bardziej skomplikowana? Potarł skroń zmęczoną dłonią. "Robię się na to za stary", pomyślał. Zerknął na zdjęcie rodziny stojące na biurku. Chwycił je i przyciągnął do siebie. Jego córka uśmiechała się ciepło doń ze zdjęcia. Tak, jak nic... trzeba będzie oddać miejsce młodym. Jest gotowa. Poczekam na stulecie klubu, to tylko rok, i udam się na zasłużoną emeryturę. I może wreszcie przestaną mylić mnie z Mourinho. Zrobiło mu się cieplej od spojrzenia córy. I wtem go ruszyło.
- Javier! - krzyknął do asystenta siedzącego w pokoju obok, za drzwiami. - Javier, do cholery! - powtórzył głośniej, aby doszło do uszu młodego pomocnika. Mahoniowe drzwi się delikatnie uchyliły, zajrzała przezeń blondwłosa głowa syna kuzynki żony.
- Tak?
- Czy przypadkiem Rafa nie ma syna, który towarzyszył mu na paru treningach?
- Tak, Umberto. Niedawno uzyskał licencję... Przyniósł czekoladę dla wszystkich w biurze.
- Dzwoń do niego.

-------------------------------------------------------------------

Tak się zaczęło. Osiemnaście lat temu, niemalże przypadkiem.
Oto historia, jak zostałem najlepszym menadżerem piłkarskim w historii.

Przewrotnie, zaczęło się spokojnie, a potem było coraz gorzej. Kasa klubu świeciła pustkami, gdyż niesprawiedliwy system podziału pieniędzy premiował wyłącznie dwa kluby. Prezydent Mourinho po uściśnięciu mojej dłoni czmychnął w te pędy. Gdy wybiegał z ośrodka treningowego krzyczał coś o "górnej części tabeli". Kiwałem głową, nieco oszołomiony. Na poły ze szczęścia, ale i z przejęcia. Ojciec dochodził do siebie, ale wiedziałem, że minie długi czas zanim wróci do piłki na poważnie. Nie wiedziałem, czy zostanę tutaj na dłużej niż do jego powrotu do zdrowia; czy wystarczy, że utrzymam szatnię bez pajęczyn. Przejrzałem karty z podsumowaniem składów, jakie zostały po ojcu, rozrzucone na jego biurku. Wyrychtowane jego skrzętnym pismem adnotacje dotyczące każdego z piłkarzy. Kilka nawet o sztabie. Wyraźnie miał na celu rozbudowę, zatrudnienie profesjonalistów, którzy powiedzieliby każdemu z piłkarzy dokładnie jak się obchodzić z piłką w danej sytuacji. Uśmiechnąłem się pod nosem; ojciec czasem zdecydowanie przesadzał.

Przejrzałem dostępnych piłkarzy, porozmawiałem chwilę z asystentem i pierwsze co mi przyszło na myśl - i mam nadzieję, że nie czyni to ze mnie słabego czy złego człowieka - to, że potrzebuję pomocy. I że osoba stojąca przede mną nie jest w stanie mi pomóc. Jeszcze tego wieczora wykonałem telefon do dyrektora technicznego, z prośbą o podmiankę na pozycji asystenta. Nie czekałem długo na dalszy obrót spraw. Parę dni później siedziałem w swoim biurze z Nuno Miguelem Soaresem Pereirą Ribeiro. Poznałem go na jednej z imprez, na które zaciągnął mnie przed laty ojciec, i... pyknęło. Bez podtekstów. Chociaż...

Razem z Nuno wygrzebaliśmy w internecie informację o Michaelu Edwardsie, analityku i późniejszym dyrektorze sportowym Liverpoolu. Właśnie odszedł z klubu i pozostał bezrobotny - a raczej ambitny. Wykorzystałem kontakty ojca z czasów, gdy trenował The Reds, zadzwoniłem... zgodził się na spotkanie. Wydawał się idealną osobą, do tego co potrzebowałem. Znałem się na taktyce i treningach, ale wszystkie sprawy związane z biurokracją, kontraktami i kupowaniem odpowiednich bułeczek na śniadanie - troszkę mnie przerastało. Michael stwierdził, że Celta Vigo to odpowiednie miejsce dla tak żądnego wyzwań człowieka jak on - i przystał na moją propozycję. Rozpoczęła się współpraca z Edwardsem jako dyrektorem sportowym klubu RC Celta de Vigo.

Następnie przejrzeliśmy z Nuno jeszcze raz zapiski ojca. Postanowiłem wysłać paru zawodników do drugiego zespołu, innych - stamtąd ściągnąć. Paru juniorów przesunąłem do pierwszego zespołu, ale wyłącznie po to, aby przypatrywali się na treningach, i może wchodzili w niektórych meczach z ławki. Zobaczymy. Właściwie to jeszcze nie wiedziałem, jakim trenerem jestem. Jeszcze nim nie byłem.

Pierwszy pomysł na taktykę objawił mi się w trakcie snu. Oglądałem Casablancę po raz ósmy, próbując tym razem nie zasnąć. Nie udało się, ale potem usłyszałem: zagraj mi to jeszcze raz, Umberto. Wyraźnie, głosem mojego idola - Helenio Herrery. A więc catenaccio.

Ustawiłem piłkarzy dzień później na treningu w obce mi do tej pory 5-2-3, ale czuwał nade mną Mag Futbolu. Nie mogło się to skończyć źle, prawda?

Nieprawda. O ile sparingi wyglądały dobrze, to z tego całego planowania ostała się jedynie formacja. Rzeczywistość szybko zweryfikowała moje możliwości, jak również moich zawodników. Catenaccio może i miało rację bytu, ale w określonej rzeczywistości. Teraz?

Teraz panowali biegający Sasi. Gegenpressen.

Skład na początku sezonu:

Obrazek


Było to początkowe ustawienie, które dominowało w pierwszych meczach sezonu. Rozgrywki, a zwłaszcza kontuzje, szybko zweryfikowały zasadnosć rozstawienia zawodników. Dlatego pozycje nie były zabetonowane, przykładowo Iago Aspas zadomowił się na prawym skrzydle, a w ataku berło dzierżył Strand Larsen.
Do składu dokooptowani zostali Alonso i Lago, juniorzy, którzy mieli kryć braki kadrowe - bo kadra była kompletna, więc transfery z u-19... znacie tę historię. Trzecim bramkarzem, który nie łapał się do składu, był Villar. Trzech bramkarzy to za dużo.
Unai Núñez wypożyczony był z Athleticu Bilbao, Bruno Iglesias zaś - z Realu Madryt.
Núñez wydawał się pierwszym wyborem do składu, obok Aidoo stanowiącego podporę defensywy. Iglesias, jako młody błyskotliwy zawodnik, przywodził mi na myśl Jamiego Tartta z serialu, który wówczas oglądałem. Przyznam, że miałem opory przed korzystaniem z zawodnika, który po sezonie powróci do swojego klubu - ale stanowił on świetną opcję na niemal każdą pozycję w pomocy.
Na kapitana wyznaczyłem Iago Aspasa, opaskę po nim przejmował Tapia. Peruwiańczyk był według trenerów jednym z lepszych zawodników w zespole - waleczny, silny, nieźle grający piłką defensywny pomocnik. Rygiel defensywy. Albo pomocnik długodystansowiec. Może łącznik? Coś w ten deseń...
Bardzo obiecującym zawodnikiem zdawał się także Miguel Rodríguez, młody wychowanek, potrafiący grać na obu skrzydłach, jak i w ataku. Z tym składem przystąpiliśmy do pierwszych meczów sezonu.

Pierwsze trzy miesiące rozgrywek (Lipiec - Wrzesień):

Obrazek


Po bardzo obiecujących sparingach (i jednym, który przekonał mnie o wyższości myśli Kloppa nad Herrerą, przynajmniej w praktyce tego nieokrzesanego sportu, jakim jest piłka nożna) przyszedł czas na ligę.

Zaczęło się... smutno. Bezbramkowy remis z Almerią, mimo wielu szans na gola. Na szczęście już w kolejnym meczu potrafiliśmy się odkuć, łatwo pokonując Rayo Vallecano. Następnie dobry mecz z Sociedadem. Potem przyszła pierwsza seria sprawdzianów - napięty grafik - Atlético, Villareal, Sevilla, Barcelona. Tylko jeden wywalczony punkt. Niestety oznaczało to spadek aż na 10 pozycję w tabeli. Czy to miało okazać się naszym miejscem?

Kolejne trzy miesiące rozgrywek (Październik - Grudzień):

Obrazek


Postanowiłem jednak zaufać moim piłkarzom i taktyce. Popełniłem kilka drobnych zmian, zaczął krystalizować się również pierwszy skład. W pierwszym okresie dość dużo meczów rozgrywał Bruno Iglesias, chociaż głównie wchodząc z ławki. Ale w trakcie kolejnych miesięcy - przerwanych Mistrzostwami Świata - zaczął o swoje miejsce dopominać się Swedberg. Młody Szwed (jak nazwa wskazuje!) rozwijał się w niesamowitym tempie, wymagając przy tym minut. I odpłacał się za to. Wyniki również okazały się pozytywne.

4 zwycięstwa w 6 meczach. Może przeciwnicy nie porażali, ale oznaczało to znaczącą poprawę. Tym samym udało się po 13 kolejce - meczu z Baskami - znaleźć na wysokim, 5 miejscu. Premiowanym udziałem w Lidze Europy!

Niestety w przededniu Mistrzostw Świata na ziemię sprowadził nas Madryt. Przegraliśmy na Estadio Santiago Bernabéu 1-2, mimo bardzo wyrównanego meczu. Zresztą zgodnie z oczekiwanymi golami - powinniśmy byli wygrać. Gola strzelił wówczas Rodríguez, który zdawał się być świetnym jokerem na podmęczonych przeciwników.

W tym też czasie zacząłem eksperymentować z nowym ustawieniem - licząc na nieco większe zdyscyplinowanie w defensywie, przeciwko zespołom grającym futbol bardziej radosny, otwarty... żeby nie powiedzieć beztroski.

Nowe ustawienie taktyczne:

Obrazek


Oznaczało to rezygnację z klasycznych skrzydłowych. Jednakże atak Aspas - Bamba zdawał się współpracować bezbłędnie. Cervi, który normalnie pełnił rolę skrzydłowego, odnajdował się na pozycji bocznego, ofensywnego obrońcy. Widać też, iż Swedberg zaczął zadomawiać się w pierwszym składzie. Jedyny problem stanowiły nagłe spadki formy i wahania u różnych zawodników. Gdy Iago Aspas zachwycał swoim doświadczeniem - Jonathan Bamba akurat zaliczał niemoc. Gdy Swedberg rozgrywał jak młody Pirlo - Beltrán i Tapia domagali się nowych kontraktów. Należy również pochwalić Carlosa Domíngueza - kolejny z młodych gniewnych wychowanków Celty, rozwijał się i prezentował wybornie. Szybko zajął w pierwszym składzie miejsce, które wcześniej należało do wiecznie smętnego Núñeza.

Mistrzostwa świata wydały się wybić nas nieco z rytmu. Na szczęście jednak doszło do przełamania w pierwszej rundzie Pucharu Króla, w której zmierzyliśmy się z klubem, który dzielił nazwę z moim psem. La Nucia uległa 5-1, a my wykorzystaliśmy tę falę w kolejnym meczu.

Nowy rok przywitaliśmy jednak ze spuszczonymi głowami po meczu z Valencią. Nie pomógł nawet niesamowity rajd Bamby, który przebiegł przez pół boiska i przedryblowawszy kilku zawodników strzelił gola. Ta porażka oznaczała spadek na siódme miejsce w tabeli.

Skład w drugiej części sezonu:

Obrazek


Styczeń oznaczał także przetasowania w pierwszym zespole. Wykrystalizował się skład, wraz z jedynym ruchem na rynku w tym okienku - do klubu przyszedł, na wypożyczenie, Fran García. Ten bliżej nikomu nieznany zawodnik zajął miejsce na lewym boku obrony mojego klubu. Na wypożyczenie odszedł zaś Douvikas.
Muszę zwrócić uwagę, iż miejsce dla bramkarza na ławce zajął Villar, Marchesin zaś zaczął grywać w drugim zespole Celty.
Zaś ze względu na szybki rozwój umiejętności, Swedberg zadomowił się na stałe w pierwszym składzie. Tapia, ze względu na swoje wysokie możliwości w defensywie, jak i słabszą formę Núñeza, przeniósł się do obrony. Trzeba podkreślić, iż w tym okresie Núñez zaczął notować bardzo słabe wystąpienia, coraz częściej mówił też chyba do mnie po baskijsku - bo nie dało się z nim dogadać.

Kolejne trzy miesiące rozgrywek (Styczeń - Marzec):

Obrazek


W Pucharze Naszego Króla szliśmy jak burza! Pokonaliśmy kolejno Numancię, Sporting Gijón, Rayo Vallecano. Doszliśmy aż do ćwierćfinału, gdzie czekał na nas Betis. To był ciężki mecz, mimo pozytywnego wyniku. Betis atakował raz za razem, i tylko szczęście pod obiema bramkami sprawiło, że przetrwaliśmy - wychodząc z tego zwycięsko. Dalej czekał nas mecz w półfinale - oraz w lidze - z Realem Sociedad. Na tym etapie rozgrywek okazali się oni naszym głównym przeciwnikiem w walce o dobrą notę w lidze.

To była dwudziesta druga kolejka, gdy zmierzyliśmy się z nimi na wyjeździe. Parę dni wcześniej pokonaliśmy ich w półfinale Pucharu Króla. Muszę oddać, że los nas oszczędził - nie musieliśmy mierzyć się ani z Atléti, ani Madrytem czy Barceloną w ćwierćfinale czy półfinale. Ale Sociedad deptał nam po piętach. Przed 22. kolejką zajmowali pozycję oczko wyżej od nas.

Udało się ich pokonać, a następnie dokonać niemal niemożliwego dla nas - wyszarpać zwycięstwo nad Atlético, w Madrycie! To był moment, w którym wszystkim wydawało się, że nie ma dla nas niemożliwego. W tym czasie zaczęliśmy grać bardziej z kontry, co wyraźnie zadziałało na drużynę Diego Simeone. Podkreślić trzeba, że w tym czasie ruszyli oni po pierwszą pozycję w lidze - oczywiście nadal będąc za Realem. Do tej pory miejsce po liderze dzierżył Athletic Bilbao, które jednak zaczęło delikatnie odstawać wraz z kolejnymi meczami - mimo to rozgrywając niesamowity sezon.

Wyrównaliśmy rekord Celty - siedem meczów zwycięskich z rzędu. Media zaczęły się przekrzykiwać w jaki sposób pobijemy ten rekord. Ale tam czekała Sevilla, na wyjeździe, w ciężką, zimną, andaluzyjską noc.

Polegliśmy.

Podcięło nam to skrzydła, ale wystarczyło, aby zakwalifikować się do finału Pucharu Króla.
Czekać tam na nas miało Atlético, z którym dopiero co się uporaliśmy. Byliśmy pewni swego.

Pierwsze ostrzeżenie przyszło chwilę później - Villarreal. Mecz w domu, na Estadio Balaídos. Pełne trybuny. Żółta Łodź podwodna. To był mecz, w którym postanowiłem dać odkupić się Núñezowi, po tym jak w ostatnich meczach grał rzadziej - albo słabiej. Wystawiłem go na środku obrony, długo z nim rozmawiałem. Wydawało się, że jest zdeterminowany, aby się wykazać.

2 minuta meczu. Núñez traci krycie. Gol dla Villarrealu. Wyrównanie w 32', po golu Beltrána. 45 minuta? Núñez strzela gola samobójczego. Zdejmuję go z boiska jeszcze przed gwizdkiem sędziego. Obiecałem sobie, że Núñez nie zagra już ani jednego meczu w tych barwach. Czy było to małostkowe? Może. Liczyło się dla mnie wyłącznie dobro klubu, a on nadszarpnął moje zaufanie. Walczyliśmy w tym momencie o miejsca premiowane udziałem w Lidze Europy, nie mogłem pozwolić sobie na żadne potknięcie. Zwłaszcza licząc na to, że Núñez nie odpali Protokołu Agenta Basków. Na szczęście kolejne mecze były wygrane.

Ostatnia część sezonu (Kwiecień - Czerwiec):

Obrazek


Łatwe zwycięstwo z Gironą. W międzyczasie, zaraz przed finałem Pucharu Króla, na miesiąc wylatuje dwóch zawodników - Aidoo, podpora defensywy, oraz Strand Larsen - który na tym etapie miał strzelonych 14 (sic!) bramek w lidze. Co przyszło potem?
Przedziwna porażka z Granadą, która uśpiła naszą czujność. Prowadziliśmy ten mecz już 0-3 przed przerwą. Po przerwie, pechowo... Ze względu na kontuzje, musiałem wpuścić z ławki nikogo innego jak Núñeza. Dopiero co zarzekając się, że rozgrywał ostatni mecz pod moją batutą. Ale nie może być tak źle, prawda? Prawda?! Do dzisiaj nie wiem, czy mi się przewidziało, czy mrugnął, wchodząc z ławki, do trenera przeciwnej drużyny...

4-3. Przegraliśmy. Núñeza już nie zobaczyłem więcej na ławce. Nie zaważyło to na naszym miejscu w lidze, które ugruntowało się na pozycji piątej.

Niestety najwyraźniej wpłynęło na chłopaków w finale. 2-0 z drużyną z Madrytu. Szanse o pierwszym trofeum pogrzebane. W trakcie meczu kontuzję - już którąś w sezonie - zaliczył Miguel Rodríguez. Tym razem wypadł na 4 miesiące, więc całą końcówkę sezonu.

Nie było czasu na smutek. Sytuacja w lidze się zagęszczała. Athletic zaczął tracić punkty, spadając na 4 pozycję. Zbliżyliśmy się do nich. Zwłaszcza po zwycięstwie w Kraju Basków, byliśmy tak blisko czwartego miejsca!

Wystarczyło pokonać Barcelonę w Nocniku.

4-1. Dla gospodarzy. Przy bardzo wyrównanych statystykach, zgodnie z którymi, w najgorszym razie powinien zawidnieć na bilboardzie wynik 1-1. W przededniu tego meczu kontuzji nabawił się Bamba, który w tym czasie - właśnie za kwiecień, czyli miesiąc poprzedzający mecz z Barceloną - otrzymał nagrodę zawodnika miesiąca. Zabolało.

I nawet nagroda pocieszenia - 3-0 z Realem Madryt - nie smakowało tak dobrze, jak mogło. Tak, to była zaledwie druga porażka Realu w sezonie. To wzmocniło nas i pomogło utrzymać wysokie morale do końca sezonu. Ale mecz z Barceloną zaważył... zaważył na ostatecznym wyniku w lidze.

Tabela po zakończeniu sezonu:
Obrazek


Tabela uwzględniające oczekiwane gole:
Obrazek


Statystyki zespołów hiszpańskich:
Obrazek


Zmiana pozycji w tabeli na przestrzeni sezonu:
Obrazek


Statystyki poszczególnych piłkarzy w składzie:
Obrazek


Wyróżnienia klubowe:
Obrazek


Liczba kontuzji w zespole na przestrzeni sezonu:
Obrazek


-------------------------------------------------------------------

W jedenastce sezonu ligi - na ławce znalazł się Jørgen Strand Larsen.
Nagrodą pocieszenia było wyróżnienie dla mojej skromnej osoby - zostałem wskazany jako menadżer roku ligi hiszpańskiej.

Piąte miejsce było ogromnym sukcesem. Drużyna stanęła na wysokości zadania. Zwłaszcza w połączeniu z drugim miejscem w Pucharze Króla. Ostatecznie pozostaje mały niesmak - gdyż apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ale przed sezonem taki wynik każdy w Vigo brałby w ciemno. Napawa to optymizmem na nowy sezon...

Nowy sezon.
Oczekiwania są podobne. Nie stracić miejsca w górnej połowie tabeli. Zrobić to bez wzmocnień. Gdyż na transfery przeznaczono tylko 5 milionów euro. Dobrze zaprezentować się w Lidze Europy, dochodząc do fazy pucharowej.

W międzyczasie wzmocniłem sztab szkoleniowy - żeby móc w takim razie szlifować domowe diamenty. Jako ciekawostkę dodam, że w sztabie pracuje obecnie Kolo Toure - jako trener defensywny, oraz... Manuel Pellegrini, pełniący rolę skauta. Na starość najwyraźniej uznał, iż woli spędzić więcej czasu w rodzinnych stronach, a przy okazji nadal pomagając futbolowi.

Niestety kontuzje przetrzebiły drużynę w drugiej części sezonu. Konieczne jest więc odpowiednie zaplecze, żeby poradzić sobie z tym w sytuacji kolejnych kontuzji. Rodríguez, który miał pełnić rolę lepiącego dziury w ataku - spędził większość sezonu na rehabilitacji. Trzeba poradzić sobie ze starzejącym się Aspasem. Spróbować utrzymać w ryzach zespół, chroniąc go przed rozkupieniem.

Pożegnaliśmy się z wypożyczonymi piłkarzami, w ciepłej atmosferze (poza... jednym rodzynkiem. Chociaż właściwie byłem zadowolony. Że nas opuszcza.) Wrócili do klubu także piłkarze przebywający do tej pory na wypożyczeniach.

W związku z tym, opracowaliśmy z Nuno parę propozycji składu i ustawień na nowy sezon, szukając ewentualnych luk.

5-2-3
Obrazek


5-3-2
Obrazek


4-3-3
Obrazek


4-2-3-1
Obrazek


-------------------------------------------------------------------

Piosenka napisana w jednym z sezonów, w których Umberto Benítez prowadził Celtę Vigo.

(Estribillo)
De domingo a domingo, Celta Vigo en el pecho,
En la calle de Vigo, resuena Benítez con derecho.

(Verso 1)
En la ciudad sagrada, con el estadio de fulgor,
Celta late fuerte, ritmo flamenco con ardor.
La calle en Vigo, ondea banderas con fervor,
Al compás maratónico, ama a su equipo con honor.

(Estribillo)
De domingo a domingo, Celta Vigo en el pecho,
En la calle de Vigo, resuena Benítez con derecho.

(Verso 2)
No me gusta el Gegenpressen, Celta baila con destreza,
Bajo el cielo español, obra de arte con firmeza.
Amo el Catenaccio, como ecuación en la cabeza,
Defensa es un arte, como flamenco en la travesía.

(Estribillo)
De domingo a domingo, Celta Vigo en el pecho,
En la calle de Vigo, resuena Benítez con derecho.
“Pewne rzeczy skazane są na zagładę i zapomnienie ze względu na samą swą wyjątkowość; niepowtarzalność należy do definicji cudu. Natomiast to, co pospolite, trwa wiecznie.”
Awatar użytkownika
lukecik
Posty: 442
Rejestracja: ndz maja 30, 2021 9:46 pm

Re: Football Manager

Post autor: lukecik »

Za długie, nie czytam.





:ptak:
No soy solo perfecto - soy Madridista tambien.

"W stepie szerokim, którego okiem nawet sokolim nie zmierzysz... Wstań, unieś głowę, wsłuchaj się w słowa pieśni o Małym Rycerzu."
Awatar użytkownika
rokoko
Posty: 19
Rejestracja: wt sie 23, 2022 2:02 pm

Re: Football Manager

Post autor: rokoko »

tldr bamba goat
Awatar użytkownika
Crawler
Posty: 25
Rejestracja: ndz maja 29, 2022 7:20 pm

Re: Football Manager

Post autor: Crawler »

Głosujcie jakim ustawieniem wyjść na pierwszy mecz kolejnego sezonu.
“Pewne rzeczy skazane są na zagładę i zapomnienie ze względu na samą swą wyjątkowość; niepowtarzalność należy do definicji cudu. Natomiast to, co pospolite, trwa wiecznie.”
Awatar użytkownika
damikor
Posty: 2
Rejestracja: ndz maja 07, 2023 6:43 pm

Re: Football Manager

Post autor: damikor »

Imho przejście na 4-3-3 mogłoby być ciekawe, chociaż ustawienie z trójką środkowych przyniosło dobre rezultaty. Jeżeli transferami mają być jedynie wychowankowie, to chyba bym się trzymał sprawdzonych rozwiązań. Przy 5-3-2 mógłbyś grać z przodu parą Bamba-Larsen i często rotującym z nimi Aspasem, który mimo wszystko swoje lata już ma. Przy graniu trójką z przodu Aspas grałby zdecydowanie częściej, więc trzeba by się zastanowić czy jest w stanie to udźwignąć. Nie wiem wystarczająco dużo o pozostałych zmiennikach, no ale patrząc na same statystyki - poza tą trójką nie masz nikogo, kto naprawdę pociągnąłby wózek (poza Cervim, ale on może faktycznie być ciekawą opcją jako wahadłowy).

No więc tak, mój głos ostatecznie leci na 5-3-2 (ale poeksperymentuj trochę w towarzyskich).

Ogólnie to jest bardzo dobry wynik, myślę że spokojnie jest tu potencjał na fazę pucharową w Lidze Europy i ponowne powalczenie o miejsce w pierwszej piątce (albo i czwórce).

Obrazek
Awatar użytkownika
rokoko
Posty: 19
Rejestracja: wt sie 23, 2022 2:02 pm

Re: Football Manager

Post autor: rokoko »

Ale bym sobie takiego Bambę pooglądał.
Awatar użytkownika
Crawler
Posty: 25
Rejestracja: ndz maja 29, 2022 7:20 pm

Re: Football Manager

Post autor: Crawler »

A wiedziałeś, że Bamba jest mistrzem Francji?
Abstrahując od powyższego, ruszyłem z kolejnym sezonem, czymajcie kciuki.
“Pewne rzeczy skazane są na zagładę i zapomnienie ze względu na samą swą wyjątkowość; niepowtarzalność należy do definicji cudu. Natomiast to, co pospolite, trwa wiecznie.”
Awatar użytkownika
rokoko
Posty: 19
Rejestracja: wt sie 23, 2022 2:02 pm

Re: Football Manager

Post autor: rokoko »

Nie wiedziałem, ale mnie to nie dziwi. Mógłbyś mnie poinformować, że Bamba jest mistrzem intergalaktycznym w piłce nożnej i po tym co zobaczyłem, uwierzyłbym ci bez zawahania.
Awatar użytkownika
Crawler
Posty: 25
Rejestracja: ndz maja 29, 2022 7:20 pm

Re: Football Manager

Post autor: Crawler »

Przez @damikor wróciłem do FMa po około siedmiu latach.
Rozdzielczość screenów i mordki piłkarzyków się wykrzaczyły, gdyż zmuszony byłem korzystać z innego sprzętu przez jakiś czas. A w ogóle to jestem chory.

-------------------------------------------------------------------


Strategie na Zieleni Płaszczyzny.

Odcinek 2: Serenada Blues.


Obrazek

-------------------------------------------------------------------

Sączyłem właśnie szklaneczkę najlepszego galisyjskiego mleka, gdy rozległ się dzwonek mojego telefonu. Po moim biurze poniosła się głośno La Bamba, wytracając mnie z zamyślenia. Rzuciłem spojrzeniem w kierunku zegara, zbliżał się późny wieczór, niemal dziewiąta. Dla takiego porannego ptaszka jak ja to był prawie środek nocy. Spojrzałem ospale na ekran smartfonu; rozbłysnął podobizną mojego ojca, w trakcie prezentacji na Santiago. Ustawiłem ten obraz, aby przypominał mi, że niektórzy bohaterowie są cisi – nawet jeśli przysłużyli się do zwycięstwa paru Lig Mistrzów dla największego klubu XX wieku. Odebrałem wreszcie.
- Berto, moje najszczersze gratulacje.
- Tato…
- Nie, nie zaprzeczaj, proszę. Włożyłeś w to wszystko całe swoje serce. Ale mam złą wiadomość.
- O?
- Dostałem posadę, menedżer reprezentacji Belgii. Red Devils – dodał na koniec łamaną angielszczyzną.
- To niesamowite, tato. Jestem bardzo szczęśliwy – odparłem, nieco zmęczony, pocierając powieki palcami.
- Nie będę mógł ci już więcej doradzać! – rzucił tonem, który trudno mi było rozszyfrować. – Pamiętaj, nie ulegaj za bardzo Manuelowi, co?
Uśmiechnąłem się niemrawo do swojego odbicia w szklance mleka. Moje rysy rozchodziły się niedbale w bieluśkiej toni.
- I pamiętaj, Berto, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Swoją drogą, właśnie przyjechał Uber Eats, adiós!
Zapadłem się w fotelu. Ten mój nieposkromiony apetyt…

-------------------------------------------------------------------

Skorzystawszy z porady mojego sztabu szkoleniowego – oraz po paru debatach w gronie przyjaciół, w tym zwłaszcza po żmudnej, lecz owocnej dyskusji z Damiánem – na okres letnich wojaży zaplanowałem kilka rozwiązań taktycznych, które miały ułatwić moim podopiecznym na wyjście poza określone wcześniej granice. W skrócie, mieli rozkwitnąć. Oczywiście każdy kwiat ma swoje możliwości, lecz uważałem, że moja błękitna róża gotowa jest na wstąpienie na wyższy poziom. Gdybym w to nie wierzył, czego miałbym szukać w świecie sportu?

Udało się utrzymać trzon zespołu. A właściwie – cały zespół. Klub opuściło tylko paru piłkarzy, którzy nie łapali się do pierwszej drużyny. Wśród nich znaleźli się bramkarz Marchesín i młody napastnik Douvikas, którzy przynieśli potrzebny (ale nie niezbędny) zastrzyk gotówki. Skład dopełnili piłkarze, którzy powrócili z wypożyczeń – wielkie nadzieje pokładałem zwłaszcza w Sergio Carreirze, który miał za sobą bardzo dobry sezon. Poza tym do drużyny dołączyli Fontán, Baeza i Paciência. Przeczesywałem ambitnie rynek transferowy, czekając na okazję, która by mnie zachwyciła – ale nie rozbiła banku, ani atmosfery w drużynie.

Ostatecznie zwróciłem uwagę na piłkarza, który budził zainteresowanie wielu drużyn – Bright Arrey-Mbi. Szybki, zwinny i silny obrońca. Wydawał się świetnym dodatkiem do mojego zespołu. Cena też była ośmielająca – zaledwie 2,8 miliona. Po szybkich negocjacjach Bright dołączył do zespołu, uzupełniając obronę. Nie wątpiłem, że świetnie odnajdzie się wśród moich piłkarzy. Poza tym czekały mnie przetasowania, jeśli chodzi o młodych i (powiedzmy) gniewnych. Paru juniorów, na których liczyłem, odesłałem do drugiego zespołu. Do pierwszego awansowałem Carlosa Dotora. Ponadto w drużynie u-19 pojawił się nowy narybek – część stanowili młodzi pokonujący kolejne szczeble szkółki, inni zostali wyłowieni przeze mnie i skautów na półwyspie iberyjskim, a następnie sprowadzeni do drużyny. Co do skautów, warto nadmienić, że w sztabie poczyniłem nieznaczne zmiany – dążąc do usprawnienia każdego aspektu życia klubu.

W trakcie sparingów eksperymentowałem z paroma ustawieniami, ale moje serce utwierdziło się, iż 5-2-3 jest odpowiednim rozwiązaniem. Tym samym skład prezentował się następująco:

Obrazek


Niewielkie zmiany względem poprzedniego sezonu w głównej mierze ograniczyły się do szlifu składu. Powracający z wypożyczeni, odchodzący na wypożyczenia… Miałem również parę perełek w u-19, które jak pokazał sezon – okazały się nieodzowne w kompletowaniu składu. Nadchodził prawdopodobnie ostatni sezon Iago Aspasa, chociaż ten wprost jeszcze nie ogłosił momentu zakończenia kariery. Czułem jednak pismo nosem; w szatni zaczęły coraz częściej pojawiać się pączusie, a Iago częściej się uśmiechał. Wiedział, że już niedługo będzie wolny od tej najgorszej roboty pod słońcem. It can’t be just football… Ogromne nadzieje pokładałem w Baezie, który zdawał mi się świetnym środkowym pomocnikiem z ofensywnym zacięciem. Swedberg mimo młodego wieku zadomowił się w pierwszej jedenastce jeszcze pod koniec zeszłego sezonu, notując świetne występy, wyrastając na mojego cichego ulubieńca. Tym samym dotychczasowi liderzy zespołu – kapitan i wicekapitan, Iago Aspas i Renato Tapia – powoli stawali się szarymi eminencjami. Co nie znaczy, że nie liczyłem na Tapię – to nadal był świetny zawodnik, który mógł z powodzeniem grać jako pomocnik odbierający piłkę, cofnięty rozgrywający – czy nawet obrońca. Postanowiłem jednak postawić na młodość. I jednocześnie przypieczętować czymś dobrym ostatni sezon w karierze Aspasa. Nie tylko mdłym winem z A Coruñi, które zagorzali zwolennicy Depor przesyłali nam po każdym sezonie zakończonym bez żadnego trofeum. Ciekawe czym my się im odgryzaliśmy?

Cóż, przynajmniej byliśmy w pierwszej lidze. I w Lidze Europy.

Obrazek


Co by dużo nie mówić – weszliśmy w sezon z przytupem. Nie było mowy o zeszłorocznych pomyłkach i potknięciach. Wychodziliśmy na każdy mecz skupieni i pewni siebie, strzelający w każdej okazji i dobrze broniący. Cóż, z tym ostatnim bywało różnie. Dużo strzelaliśmy, ale niestety wiele traciliśmy. Niemal w każdym meczu borykaliśmy się z dwoma problemami – długimi podaniami, które znajdowały napastników grających na granicy spalonego; oraz nagłymi dośrodkowaniami z boków boiska, które znajdowały przeważnie graczy przeciwników pokonujących Guaitę. Naprawdę próbowałem coś z tym zrobić – rozmawiałem z piłkarzami, cofałem ich, przesuwałem wyżej, uczyłem nowych zachowań… jak krew w piach. Odmień „spalony”, no! Żadnego efektu. Ale strzelaliśmy. I to nawet Barcelonie, z którą spotkaliśmy się już w zaledwie drugiej kolejce. Zwycięstwo przywiezione z Katalonii cieszy podwójnie, zwłaszcza, że Barça nam nie leżała. Nadszedł czas zmian, tak czułem. Wyrównaliśmy rekord klubu, wygrywając 7 razy z rzędu. Świat stał przed nami otworem…

Obrazek


Niestety stracone gole po podobnych okazjach się piętrzyły. Zaczęło się remisem z Atléti, a potem przyszło załamanie. Na wyjście z dołka czekaliśmy aż 7 długich meczów. Ponad miesiąc. Kalendarz był napięty, a zespół tego nie wytrzymywał. Grupa w Lidze Europy wydawała się prosta, ale nie miało to znaczenia, jeśli nie mogliśmy utrzymać prowadzenia, a więc zdobyć więcej niż jednego punktu na mecz. Głównym problemem stały się kontuzje – niemal każdy mecz czy co drugi trening kończył się marudzeniem któregoś z piłkarzy. Zacząłem nawet w pewnym momencie odprawiać rytuały, aby wypędzić ducha doktora Olmo, ale nic nie przynosiło rezultatów. Musieliśmy zacisnąć zęby, a ja – łatać dziury w tych pękających trzonowcach.

Potrzebowałem potrząsnąć piłkarzami – spotkania z psychologami, rozmowy grupowe i indywidualne, zmiany taktyczne… Wreszcie się udało. Ze świetnej strony prezentował się Strand Larsen, który wyrastał na lidera zespołu – razem z Bambą i Swedbergiem stanowili podporę drużyny. Piłka zaczęła chodzić jak po sznurku, udało się odnieść wysokie zwycięstwa, przypieczętować awans z grupy z pierwszego miejsca. Udało nam się wyszarpać bardzo wysokie miejsce w topowej trójce La Ligi i nie chcieliśmy odpuścić. Zdarzały się oczywiście wpadki – ale której drużynie to się nie przytrafiało? Barcelona w tym czasie szukała swojego miejsca, a Real Madryt nie ustępował z pozycji lidera – kontynuując swój niepokonany pochód z poprzedniego sezonu – ale wiedziałem, że wystarczy utrzymać tempo. Nie mieliśmy takiego zaplecza finansowego czy ludzkiego jak Madryt czy Barça… co na marginesie odczuwali też piłkarze narzekający na swoje niskie kontrakty. Ale stanowiliśmy rodzinę ludzi zjednoczonych pod jednym banerem – udowodnić, że nie liczy się stadion, milionowe zarobki, wysokie transfery czy kolejna wajcha do aktywowania. Najważniejszy jest czysty talent i chęć oddania zdrowia za kolegów z zespołu, wypocenia się do granic możliwości, aby przynieść radość kibicom.

Koniec roku przyniósł niesamowity świąteczny prezent. Chociaż to złe określenie, bo umniejsza rolę moich piłkarzy. Wygrana z Realem Madryt była wyłącznie naszą zasługą i wiedzieliśmy, że zasłużyliśmy na to co udało nam się osiągnąć – wysokie drugie miejsce w lidze na półmetku rozgrywek.

Obrazek


Niedługo potem kalendarz zaczął przyspieszać i nabrał naprawdę zawrotnego tempa dla drużyny. Trudno powiedzieć, czy to był przypadek, wina treningu, natłoku meczów czy wszystkiego naraz. Podchodziliśmy do meczu superpucharowego z Realem Madryt osłabieni, ale wciąż pewni siebie…

Cóż to był za mecz.

Do przerwy prowadziliśmy 3-0, całkowicie kontrolując sytuację rozgrywającą się na boisku. Strand Larsen dawał popis, strzelając cztery bramki. Honorowego gola straciliśmy dopiero 93’ po pięknym, ale nic nieznaczącym strzale Modricia – co zresztą uczyniło go najstarszym zdobywcą golą dla Realu. Zasłużył sobie…

Mieliśmy tylko 3 dni na odpoczynek przed finałem, z Atlético. Trzeba nadmienić, że wcześniej graliśmy jeszcze mecz ligowy. Rotowałem składem na tyle, ile mogłem. Ale na tym etapie sezonu bez gola pozostawał Paciência, Miguel Rodríguez nie mógł odnaleźć się na boisku… Wydawało mi się, że mam ograniczone możliwości. W finale więc postawiłem na zmęczonego, ale zmotywowanego Strand Larsena, zdobywcę czterech bramek w meczu z Realem Madryt (nawet jeśli dwie wynikały z dużych błędów Courtoisa).

Wystarczyły trzy minuty, aby sezon prawie skończył się dla Strand Larsena. Zerwanie mięśni uda, zmiana, kontuzja na parę miesięcy. Dwadzieścia siedem minut później kontuzji nabawił się Kevin. Zerwanie więzadeł kolanowych. Nie wierzyłem w to co dzieje się na boisku. Reszta drużyny wyraźnie zareagowała – niestety negatywnie – na sytuację wśród swoich przyjaciół. 35 minuta meczu, sędzia dyktuje rzut karny dla przeciwnika. Nie jestem chętny do krytyki sędziów. Ale kibice z wymalowanymi na niebiesko twarzami wybuchli wrzaskiem. Niestety João Félix się nie pomylił.

Promień nadziei zesłał dla nas Iago Aspas – już w dwie minuty później wyrównał. Schodziliśmy do szatni nieco przybici kontuzjami, ale niesieni golem Iago. Tak mi się wydawało.

1-4. Porażka. Kolejny raz Atléti pozbawia nas szansy na trofeum. Patéti, Patéti… grzmiało mi w głowie. Ale na mój temat i mojej drużyny. Może gdybym nie zaryzykował ze zdrowiem mojego młodego Norwega…

W kolejnym meczu kontuzji uległ Iago Aspas i Bamba. Zostaliśmy właściwie bez ataku. A przynajmniej tak mi się wydawało. Gdyż wtedy, zgodnie ze swoim nazwiskiem, na ratunek przybył cierpliwie czekający Paciência. Dwa gole z Zaragozą, hat-trick w Pucharze Króla, dublet z Villarrealem. Strzelał jak na zawołanie – po pół roku bez żadnego gola, w ciągu trzech meczów zdobył ich aż 7. Chciałem go wyściskać i wycałować, ratował życie drużynie. Chociaż oczywiście to i ona stawała na wysokości zadania.

Musiałem jednak działać – gdyż w pewnym momencie zabrakło zawodników na ławkę. Skierowałem się ku juniorom, którzy rozgramiali swoją ligę młodzików. Ściągnąłem do pierwszego zespołu lewego skrzydłowego – Momade, prawego obrońcę – Quindimila oraz moją perełkę – środkowego obrońcę Daniela Antasa. Ten krótko ostrzyżony 16-latek o aparycji łobuza okazał się strzałem w dziesiątkę, który zapisał się w annałach Celty już w pierwszym sezonie. W swoim pierwszym meczu w dorosłej piłce, w Pucharze Króla, zdobył bramkę po rożnym; stając się zarówno ryglem defensywy, potrafiącym także grać nieco wyżej, na pozycji defensywnego pomocnika. Szybko kazałem dyrektorowi Edwardsowi podpisać z nim lepszy kontrakt, żeby żaden Madryt czy Barcelona nie pomyślały o podkupieniu tego talentu. Co przyszło potem? Rozczarowanie z Barceloną, porażka na Estadio Balaídos. Nie oznaczało to jeszcze utraty pozycji… lidera. Tak, nie mylicie się. Udało nam się zająć najwyższą pozycję. I byliśmy bardzo blisko jej utrzymania, grając przeciwko Atléti. Byliśmy zmobilizowani. Nie mogą stanąć nam na drodze po raz wtóry. Mieliśmy za sobą wsparcie kibiców. I dość szybko straconą bramkę, ale potem odrobiliśmy straty i wyszliśmy na prowadzenie w ciągu 11 minut. 3-1 na piętnaście minut przed końcem.

3-3. Barcelona wyprzedza nas w tabeli. Mamy identyczny dorobek punktowy, ale Duma Katalonii posiada lepszy bilans bramkowy. Strzelamy goli od groma – ale dużo też ich tracimy. Zdaję sobie z tego sprawę. Testuję nowe ustawienia, w tym wracam często do 5-3-2, grając bez klasycznych skrzydeł, z mocnym środkiem. Zdaje to test przeciwko Barcelonie w Pucharze Króla i Gironie, a więc udało się ujarzmić ten region kraju.

Na Real Betis nie wystarczyło. Spadamy niżej. Jedziemy podłamani na rewanż półfinałowy do paszczy lwa – na któryś tam stadion, na którym obecnie gra Barcelona. Chyba nie Spotify. Nie widziałem Micka Jaggera.

Obrazek


Czy popełniłem błąd chcąc bronić wyniku?
Może. Drużyna nie odnalazła rytmu. Przegraliśmy 3-0. Wszystkie ręce na pokład ligowy i europejski. Po małej zadyszce w Niemczech pokonujemy pewnie Eintracht Frankfurt i awansujemy dalej. W lidze rozprawiamy się z dwoma drużynami z niższych pozycji, ale zaczynam dostrzegać zmęczenie w nogach moich piłkarzy. Zacina się wreszcie maszyna w postaci Paciêncii. Do pierwszych treningów po kontuzji wraca Strand Larsen, ale nie odnajduje on już swojego daru strzeleckiego do końca sezonu.

Z Artemio Franchi wracamy na tarczy. Jesteśmy pewni siebie, mimo głupio traconych goli. Strzelamy cztery bramki na wyjeździe w ćwierćfinale Ligi Europy. Jest dobrze. Wystarczy utrzymać skupienie w lidze, a potem w rewanżu.
Przegrywamy 3-4 z Cádiz na własnym stadionie. 3-4 z drużyną z drugiej części tabeli. Nic nie zapowiadało takiego obrotu spraw. Na domiar złego dwa gole strzela nam Guardiola, a ja cały mecz próbuję domyślić się, czy to rodzina sterydz… filozofa z Katalonii.

Kolejna bramka fenomenalnego Antasa przywraca nadzieję, remisujemy 3-3 na 20 minut przed końcem meczu.
Tracimy gola w pierwszej minucie doliczonego czasu gry. Rzucam butelką w ścianę. Kartka z napisem Believe spada na podłogę. Madryt wyprzeda nas w tabeli.

Przyjeżdża Fiorentina.

Wynik mówi sam za siebie. 1-3.

Wystarczyły dwa gorsze, niesprawiedliwe mecze, aby pogrzebać cały sezon starań. Niesamowity sezon. Magiczny sezon. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Niczym Ikar polecieliśmy zbyt blisko słońca. Wszystko było tak blisko, niemal na wyciągnięcie ręki.

Wygrywamy z Las Palmas, wymęczone 1-0. Drużyna jest zmęczona.

Barcelona i Madryt zaliczają potknięcia. Mamy szansę.

0-3 z Realem Madryt. Bez żadnego oddanego celnego strzału. Po finalnym gwizdku stoję zamyślony przez parę minut, nie schodząc do szatni. Nie wiem co powiedzieć chłopakom. Jest ciężko. Fotograf sprzedaje zdjęcie, czuję się jak Spider-Man. Na okładce Marci jestem w tle cieszących się piłkarzy Los Blancos.

Obrazek


Zaliczamy dobrą końcówkę sezonu. Nadal dużo tracimy. W moim setnym meczu, w którym prowadzę Celtę, podejmujemy u siebie Valencię. Na tym etapie mielibyśmy szansę przegonić Barcelonę wyłącznie w przypadku, gdy przegra ona z Madrytem, a my wygramy wysoko. Długo prowadzimy, tylko jeden do zera. Nietoperze wyrównują. Barcelona pokonuje Madryt. Nie mamy już matematycznych szans na zwycięstwo.

W ostatnim meczu Barcelona przegrywa 5-0 z Sevillą. Wygrywamy z Elche. Madryt zalicza kolejne potknięcie, co daje nam…

Obrazek


Drugą pozycję.
Normalnie skakałbym z radości. Nic tego nie zapowiadało. Liczyłem, że będziemy bili się o Ligę Mistrzów, a raczej – miałem nadzieję, że zapukamy do tych wrót. Drugie miejsce? Chyba śnię!

Ale… ale mogło być inaczej. Powinno być inaczej.

Gdzie popełniłem błąd? Treningi? Taktyka? Dobór piłkarzy? A może pech.
Na spotkaniu z zarządem tylko przytakuję. Mówią coś o dwudziestu milionach na transfery, ale nie mam na to nastroju. Potrzebuję przerwy, wakacji. Nie wiem czy chcę wracać do Vigo. Nie chcę słuchać o rekordach, nagrodach. Zaliczamy ogromny dochód, jak na Celtę – zarabiając w ciągu sezonu aż 40 milionów, trzecie miejsce w lidze. Carles Pérez zdobywa bramkę w 9. sekundzie meczu, co staje się rekordem ligi. Sposób gry mojego zespołu zostaje ochrzczony jako Benítez-style, cokolwiek to znaczy. Przynajmniej nie są to „ćwiczenia na macie”… Celta notuje 27 zwycięstw w sezonie, strzela 85 bramek, zajmuje 2 pozycję w lidze. Paciência przebojem, bo po paru miesiącach na ławce, zdobywa za drugą część sezonu trzecie miejsce w plebiscycie na Ligowego Piłkarza Roku w Hiszpanii. Jonathan Bamba zajmuje drugie miejsce, za królem Francji, w konkursie dla najlepszego francuskiego piłkarza. Mi zaś wręczają kolejny raz statuetkę dla Menadżera Roku W Hiszpanii. Ale czy jestem jeszcze w stanie poderwać chłopaków do kolejnego wysiłku? Czy saski gegenpressen nie pokazał, że jest zabójczy dla nóg? Czy utrzymam ten skład – który będzie rozrywany przez innych, zwłaszcza, że mimo wielkiego dochodu jak na możliwości naszego klubu – nadal nie mamy bezdennych kies dla wszystkich, którzy zasługują na podwyżkę po tych wyczynach.

Iago Aspas i Guaita ogłaszają, że odwieszają korki na kołek. Jest mi przykro, a nawet wstyd – że nie udało mi się doprowadzić do chociaż jednego trofeum dla tych chłopaków zanim skończyli z profesjonalnym kopaniem w piłkę. Dziękują mi w trakcie dobrego pożegnalnego obiadu za dwa niesamowite sezony, które dały im poczuć, jak to jest grać o najwyższe cele. Brzmi to gorzko-słodko.
Co to będzie?

Statystyki drużynowe:
Obrazek

Pozycje w sezonie:
Obrazek

Statystyki piłkarzy:
Obrazek

Skład po sezonie:
Obrazek


-------------------------------------------------------------------

Wszelkie uwagi mile widziane. Mamy wakat na pozycji bramkarza.
“Pewne rzeczy skazane są na zagładę i zapomnienie ze względu na samą swą wyjątkowość; niepowtarzalność należy do definicji cudu. Natomiast to, co pospolite, trwa wiecznie.”
Awatar użytkownika
rokoko
Posty: 19
Rejestracja: wt sie 23, 2022 2:02 pm

Re: Football Manager

Post autor: rokoko »

ctrl + F "bamba"
Awatar użytkownika
Crawler
Posty: 25
Rejestracja: ndz maja 29, 2022 7:20 pm

Re: Football Manager

Post autor: Crawler »

Po 2,5 sezonach uwolniłem się od FM-owego szaleństwa, gra skasowana, powrót do normalności.
“Pewne rzeczy skazane są na zagładę i zapomnienie ze względu na samą swą wyjątkowość; niepowtarzalność należy do definicji cudu. Natomiast to, co pospolite, trwa wiecznie.”
Awatar użytkownika
rokoko
Posty: 19
Rejestracja: wt sie 23, 2022 2:02 pm

Re: Football Manager

Post autor: rokoko »

Obrazek
ODPOWIEDZ